Mea culpa

Końcówka tygodnia była miła dzięki pogodzie i nerwowa, dzięki ruchom związanym z płytą. Niestety, jak to zwykle bywa w sytuacjach gdy czasu jest teoretycznie dużo,  praktycznie wszystko odbywa się i tak w ostatniej chwili.

Było nie było, wybraliśmy okładkę. Przeszła moja koncepcja. Tzn. przeszła w wąskim gronie, bo nie zdążyłem zrobić konsultacji społecznych z większością kolegów, gdyż, tak jak pisałem wyżej, nie starczyło już na to czasu. Nóż na gardle, terminy gonią, osiowe bije, kontrahenci czekają na wzór, a do tego kary umowne takie, że klękajcie narody, więc cóż było robić. Podjąłem wyzwanie i wziąłem to na siebie. Z całym bagażem pewnego, jak podatki, hejtu. Ale ja nie obawiam się w życiu odpowiedzialności. Za czyny, za słowa, za samego siebie. Bardziej boję się tej odpowiedzialności rozmywania. Kiedy jest miło i dobrze, to każdy się czuje zwycięzcą, ale jak trzeba dać łeb pod topór, zwłaszcza medialny, to już wszyscy święci. Nie ja. Tak już mam, że tak nie mam. I co się tyczy okładki i ogólnie-pomysłu na dizajn nowego wydawnictwa, to było nie było, cała moja wina i wątpliwa zasługa. Także-wszystkie pretensje wiecie gdzie i wiecie jak.

Wybraliśmy jeden wzór na płytę właściwą i drugi na suplement. Żeby grafik nie musiał robić dwa razy. Bo wiecie Państwo, że coś takiego jak suplement wyjdzie, prawda? Jak nie wiedzieliście, to prześpijcie się z tą informacją, bo nie znacie dnia a nie godziny, ale jak dobrze sobie wyliczycie, kiedy się zwykle wydaje płyty w Polsce i na świecie, to jest duża szansa, że traficie w „sedno tarczy”. Swoją drogą, jak dla mnie numery na suplu są lepsze niż na właściwym krążku, ale to tylko moje zdanie.

Wczoraj wyszedł singiel i poszedł doń teledysk. To kolejny przykład na to, jak kolektywność nasza w obliczu zagrożenia niedotrzymania terminów, jest zastępowana wąskim gardłem politbiura. O tym, że to akurat Madryt będzie numerem singlowym, dowiedziałem się ja i większość kolegów dzień przed Cieszanowem, kiedyśmy musieli się go nauczyć na potrzeby synchronów do klipu. Także demokracja demokracją, ale jak trzeba coś na szybko, a zwykle trzeba u nas coś na szybko, to zdanie 9, zwłaszcza większościowe, jest bardzo trudne do wypracowania, a uwierzcie mi, nie raz próbowałem przeprowadzić legislatywę podług reguł demokracji. Zazwyczaj brakowało czasu i i tak musowo było brać brzemię na siebie.

Ale ma być z tą demokracją u nas lepiej. Przynajmniej takie mamy założenia. Jeszcze przed oddanie na szczotki „Wstydu” ustaliliśmy, że od nowej płyty będziemy po równo dzielić się  zaiksami, a kompozycje będziemy podpisywać zbiorowo, jako zespół, a nie jak dotąd: z imienia i nazwiska. Poparłem gorąco tę zmianę, bo uważam, że to ze wszech miar budujące i scalające monolit, kiedy trybiki w maszynie kręcą się równo i równo są opłacane. Model kapitalistyczny jakoś nigdy mnie do końca nie przekonywał.

Pilnował więc będę tych nowych ustaleń, bo głupio mi teraz, że, mimo że tak tokowałem o potrzebie zwiększenia demokracji w kapeli, sam kolanem przepchnąłem okładkę do nowej płyty. Zadowolony jednak jestem. Wyszło dokładnie tak, jak chciałem. Podług projektu. Należy więc czytać książkę i okładkę całościowo, oraz słuchać muzyki i słów, bo o decorum mi szło. No i chyba wyszło. Przynajmniej jak dla mnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.